2/19/2018

#14 Danka Braun "Krew na sutannie"

#14 Danka Braun "Krew na sutannie"
Cały czas powtarzam sobie, żeby nie oceniać książki po okładce. Lecz cóż poradzę, że pierwsze wrażenie książka może zrobić tylko za pomocą okładki i - ewentualnie - uratować ją może dopiero opis? I dopiero opis może sprawić, że będę chciała ją przeczytać? Okładka jednak potrafi bardzo skutecznie zniechęcić…

 _la_reine_margot_Tak właśnie było w przypadku „Krwi na sutannie”. Okładka przeniosła mnie do czasów dzieciństwa i po zamknięciu oczu widzę całe stosy Harlequinów, które znajdowały się w każdym kącie domu mojej chrzestnej… Do któregokolwiek pokoju by się nie poszło, wszędzie leżało przynajmniej kilka sztuk! Gdyby nie fakt, że otrzymałam tę książkę bezpośrednio od wydawnictwa, na pewno bym po tę pozycję w ogóle nie sięgnęła. Skojarzenie z tanim romansem jest zbyt silne…

I poniekąd również słuszne, jednakże poza wątkami miłosnymi mamy tu przede wszystkim do czynienia ze zbrodnią. Tą dokonaną w teraźniejszości i tą sprzed 30 lat…

Powieść rozpoczyna się krótkim opisem życia jedenastoletniego chłopca, który bardzo lubi być ministrantem i właśnie zmierza w stronę kościoła, gdzie zobaczy coś, czego nie powinien… Nie jest żadną tajemnicą i bardzo łatwo można się domyślić, że widok ten dotyczy księdza oddającego się przyjemnościom nieprzystającym do jego życiowej roli…

Prolog ma zaledwie kilka stron, ma jednak w sobie wszystko to, czego potrzeba, by rozsiąść się wygodniej i poświęcić kilka godzin na przewracanie kartek… 

Książkę połknęłam w kilka niedzielnych godzin, z kotem u boku i herbatą pod ręką. Mam jednak mieszane uczucia. Pomysł i temat bardzo mi się podobały, a ponieważ księża kojarzą mi się właśnie z tym wszystkim, co Braun przedstawiła w swojej książce - hipokryzją, kłamstwami, lewymi interesami i żerowaniu na biednych wiernych, to za tę część fabuły należą jej się wielkie brawa. Z drugiej jednak strony przebrnięcie przez drętwe dialogi, które w moim odczuciu miały na celu nie pokazanie rozmowy między bohaterami, a pełniły funkcję opisową, było bardzo męczące i nie pozwalało „wczuć” się w klimat opowiadanej przez Braun historii…

Irytująca również była postać Beaty - kobiety, która zleciła dziennikarzowi, Markowi Bieglerowi, śledztwo w sprawie morderstwa prowincjała Zgromadzenia Księży Katechetów. Dawno mnie żadna postać tak nie wnerwiała… 

Nie będę za wiele zdradzać, fabularnie jest naprawdę nieźle. Braun udało się do samego końca utrzymać mnie w niepewności co do osoby mordercy, doceniam również dobitny portret życia, które księża skrywają pod sutanną - w przenośni i dosłownie. Styl autorki jednak zupełnie do mnie nie przemawia (te sztuczne dialogi!…), choć oddać jej muszę, że choć krzywiłam się przy co drugiej wymianie zdań bohaterów, to mimo wszystko udało się jej zaintrygować mnie na tyle, bym z niecierpliwością wyczekiwała rozwiązania zagadki. A to jest naprawdę niebanalne!


Moja ocena: 👍👍👍

Tytuł: Krew na sutannie
Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Wydawnictwo Prozami
Ilość stron: 350

Data wydania: 23 stycznia 2018


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję:


2/18/2018

#13 Bernard Minier "Noc"

#13 Bernard Minier "Noc"
Bardzo długo i z utęsknieniem czekałam na kolejną powieść spod pióra Bernarda Miniera. Z utęsknieniem, ale też i z pewną trwogą, ponieważ poprzednia część była jedną z najlepszych książek, jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać. Obawiałam się więc, czy kolejna część udźwignie ciężar tej presji.

Przyzwyczajona już jestem, że Francuzi mają swój styl pisania, polegający na bardzo powolnym wciąganiu czytelnika w wykreowany przez nich świat i że akcja będzie się w nieznacznym tempie posuwać do przodu, by przy 1/3 książki pognać na łeb na szyję, nie pozwalając widzowi choć na moment oderwać wzroku. Dlaczego mówię o wzroku? Minier ma taki talent do opisów miejsc - natury czy budynków i działa tak mocno na wyobraźnię, że można odnieść wrażenie, jakby oglądało się film... 

Tym razem jednak było inaczej - początek książki był bardzo dynamiczny. Zaczynamy przygodę w Norwegii, gdzie zostają znalezione zwłoki kobiety. Poznajemy tu też ważną bohaterkę - Kristen Nigaard, która jest policjantką z Oslo oddelegowaną do rozwiązania morderstwa popełnionego w Bergen. Gdyby spojrzeć na mapę okazałoby się, że obie miejscowości oddalone są od siebie o niemal 500km - zaskakujące więc wydaje się zlecenie śledztwa policjantce z drugiego końca kraju… Zagadka zostaje szybko rozwiązana. Okazuje się bowiem, że ofiara miała w kieszeni kartkę z nazwiskiem Kirsten. Trop prowadzi Kirsten na platformę wiertniczą, gdzie z kolei trafia na ślad znanego psychopatycznego mordercy, Juliana Hirtmanna, będącego swoistym nemesis francuskiego komisarza, Martina Servaza… W kabinie zajmowanej przez Hirtmanna Kirsten znajduje zdjęcia przedstawiające kilkuletniego chłopca, a także zdjęcia zrobione z ukrycia właśnie Servazowi…

Ten tymczasem prowadzi śledztwo, w wyniku którego zostaje postrzelony i zapada w śpiączkę, a po wybudzeniu i (dość krótkiej…) rekonwalescencji wraca do pracy, by poznać Kirsten, która przyleciała z Norwegii, by połączyć z nim siły w znalezieniu i aresztowaniu Hirtmanna.


O ile historia jest ciekawa i Minier każdy rozdział dopracował do perfekcji, a opisy austriackiego miasteczka Hallstatt sprawiły, że podczas lektury najzwyczajniej w świecie musiałam sobie tę miejscowość wyszukać w internecie, o tyle ogólnie niestety jestem rozczarowana… Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, niemniej spodziewałam się czegoś więcej. Powieść niestety jest przegadana, momenty trzymające w napięciu można policzyć na palcach jednej ręki, a elementy mające czytelnika zaskoczyć niestety tego efektu nie przyniosły - jednej tylko kwestii nie byłam pewna do samego końca, ale też jedynie  utwierdziłam się w swoich podejrzeniach.

Pozostaję ogromną fanką autora, jednak mam wrażenie niedokończenia. A może nawet i małego niedopracowania. Żal mam też o uczynienie z Servaza kolejnego nieśmiertelnego Jamesa Bonda czy innego Bruce’a Willisa. Rzadko czepiam się fikcji i często przymykam oko na niezbyt prawdopodobne wydarzenia, tutaj niestety kłuło mnie to okrutnie. 

Nie mogę jednak ocenić tej książki niżej niż 4/5. Nie ze względu na fabułę, której do perfekcji wiele brakuje, a ze względu na język. Styl Miniera jest nie do podrobienia. Każde zdanie jest dopieszczone do ostatniej literki, a mój mózg, mimo że fabularnie jestem rozczarowana, krzyczy o więcej. Dbałość o szczegóły, brak sztywności dialogów i malownicze opisy - to jest to, za co Miniera uwielbiam. I to uczucie pozostaje niezachwiane.

Moja ocena: 👍👍👍👍

Tytuł: Noc
Autor: Bernard Minier
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Ilość stron: 440
Data wydania: 31 stycznia 2018


P.S. Pisałam na Instagramie, ale muszę wspomnieć raz jeszcze… Nie znam drugiego wydawnictwa, które by tak pięknie wydawało swoje książki. Świetne grafiki, jakość okładki, grubość papieru i przede wszystkim jego biel sprawiają, że każde wydanie Domu Wydawniczego Rebis niesamowicie cieszy oko. A ja, jak każdy książkoholik, lubię ładne wydania. I jest to miła odskocznia od cienkich i już od nowości pożółkłych kartek. 

2/03/2018

#12 Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"

#12 Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"
Nigdy nie mów „nigdy”…

Kiedy byłam młodsza często zdarzało mi się powtarzać zdania „nigdy nie będę…” czy „nigdy bym nie mogła…”. Lata i doświadczenia nauczyły mnie jednak, że nigdy to my nie wiemy, co byśmy zrobili, dopóki sami nie znajdziemy się w danej sytuacji. Ocena zachowań innych osób jest tym, co przychodzi nam najłatwiej. Patrzymy, jak facet zdradza naszą koleżankę i myślimy: „nigdy bym nie wybaczyła”. Widzimy, jak jakaś matka ignoruje płacz swojego dziecka i przechodzi nam przez myśl: „nigdy bym się tak nie zachowała”. Słyszymy o kobiecie maltretowanej przez męża i dziwimy się: „co za głupia baba, ja bym go dawno zostawiła/zgłosiła na policję”. 

Tymczasem życie nie jest czarno-białe, a my nigdy nie znajdziemy się w dokładnie takiej samej sytuacji jak ktoś inny. Nigdy nie będziemy mieli identycznego bagażu doświadczeń, wychowania, zasad moralnych… Nigdy nie będziemy znać ani stuprocentowo rozumieć motywów postępowania innej osoby.

Kobieta, która co noc jest tłuczona przez swojego męża, a później mówiąca „on mnie przecież kocha” nie jest kobietą, która jest głupia i „ma to na własne życzenie”. To kobieta potrzebująca pomocy. Kobieta maltretowana psychicznie i niepotrafiąca odejść od partnera to kobieta potrzebująca pomocy. Kobieta z podbitym okiem i śladami palców na szyi to kobieta, która jest sparaliżowana strachem przed konsekwencjami zakończenia tej sytuacji. I najgorsze jest nie to, że trwa w takim koszmarze. Najgorsze jest to, że taka sytuacja w ogóle ma miejsce…

Tak właśnie jest z bohaterką „Nieodnalezionej”. Kasandra Reimann znosi wybuchy swojego męża, przyjmuje przeprosiny, a później znów obrywa raz za razem. Dlaczego mąż ją bije? A czy powód jest potrzebny? A nawet jeśli, to nie ma zmartwienia - w swojej chorej głowie Robert Reimann zawsze jakiś znajdzie. A to sztućce nie tak ułożone, a to za częste rozmowy z pracownikiem… Generalnie Kasandra jest winna absolutnie wszystkiemu i za każdą „swoją winę” musi zapłacić…
Kobieta znajduje sposób na wyjście ze swojej tragicznej sytuacji. Sposób, który mógłby budzić pewne moralne zastrzeżenia… albo i nie. Wszystko zależy od czytelnika. Finał bowiem, jak to u Mroza, zaskakuje. I zostawia nas z refleksją: czy znając historię możemy uzasadnić postępowanie bohaterki? Każdy z nas musi sobie na to pytanie odpowiedzieć sam.

Przemoc domowa, molestowanie i uprzedmiotowienie kobiet jest ostatnio tematem mocno „na topie”. Akcje typu #metoo czy Kocham. Szanuję. mają na celu nagłośnienie tej trudnej kwestii i zaprzestanie zamiatania tych spraw pod dywan. Statystyki są tym bardziej przerażające, że przecież to, o czym wiemy jest tylko niewielkim procentem. Wiele maltretowanych kobiet milczy. Zbyt wiele.

Przed lekturą „Nieodnalezionej” byłam zła, że ta książka przyszła przed najnowszą powieścią Bernarda Miniera, na którą czekałam wiele miesięcy. Byłam też bardzo sceptycznie nastawiona, bo nowy Mróz był bardzo rozreklamowany. Bo stutysięczny nakład. Bo Tess Gerritsen niby reklamuje jako nowego Nesbo… I wiecie co? Nie żałuję. Mróz pokazał bowiem, że jest autorem, który poza tym, że potrafi mistrzowsko skonstruować fabułę, genialnie radzi sobie również z zabraniem głosu w tak ważnym temacie jakim jest przemoc wobec kobiet. Przy posłowiu łzy ciurkiem ciekły mi po twarzy. I mogę tutaj powiedzieć tylko jedno. I myślę, że powiem to w imieniu wszystkich kobiet…


Dziękuję.

Moja ocena: 👍👍👍👍👍

Tytuł: Nieodnaleziona
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia 
Liczba stron: 400
Data wydania: 31 stycznia 2018

Copyright © 2016 la reine margot , Blogger