Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2018

[Festiwal Kryminału Granda 2018] Moi idole nie są tacy, jak wasi idole.

Każdy z nas marzy o spotkaniu swojego idola. Kiedy byłam dzieciakiem, śniłam o spotkaniu swoich ulubionych autorów. Do dzisiaj ubolewam nad tym, że nigdy nie było mi dane spotkać Joanny Chmielewskiej, chociaż wiem, że byłam za młoda, żeby takie spotkanie niosło ze sobą coś więcej niż: „uwielbiam Pani książki!”. 
Dzisiaj mamy nieco inne czasy - zarówno pod względem sytuacji ekonomicznej, jak i transportu, a także kontaktu z pisarzami. Nie trzeba wysyłać listów do wydawnictwa, żeby coś powiedzieć ulubionemu autorowi. Dziś wystarczy włączyć Instagram czy Facebooka i wysłać wiadomość bezpośrednio do niego. I choć jest to już dużo, to nadal pozostaje pewien niedosyt. I zapewne dlatego właśnie ogromną popularnością cieszą się spotkania autorskie i wszelkiego rodzaju targi czy festiwale książkowe. Bo można być bliżej, zobaczyć człowieka ze zdjęcia z tylnej okładki na żywo, posłuchać go, a nawet zamienić z nim kilka słów. I choć na tego rodzaju zgromadzeniach zaopatrujemy się zwykle w ogromną …

[Głośno myślę...] Drogi Autorze, nie licz na promocję!

Od początku kariery zawodowej jestem mocno związana z szeroko rozumianym handlem, a ten – jak wiadomo – bez marketingu właściwie nie istnieje. Aby sprzedać jakikolwiek produkt, należy poinformować potencjalnych odbiorców o tym, że takowy istnieje. Czyli go w jakiś sposób zareklamować. Celowo użyłam słowa „jakiś”, ponieważ dzisiaj dotarcie do setek czy tysięcy odbiorców nie kosztuje majątku. Wcale nie trzeba mieć ogromnego budżetu marketingowego, żeby ewentualny klient dowiedział się o istnieniu czegoś, co być może chciałby kupić. A główną tego zasługą są social media.
Łamię sobie zatem głowę nad tym, dlaczego polscy wydawcy skupiają większość swoich sił, funduszy i czasu na kilku wybranych tytułach/nazwiskach, jakby zupełnie ignorując pozostałe swoje produkty. Tak, produkty. Książka to dla wydawcy taki sam produkt jak kosmetyk, telefon, samochód czy paczka czipsów dla producenta.
I teraz skąd przysłowiowy Kowalski wie na przykład o nowym smaku czipsów marki X? Na przykład z tradycyjnego…

#37 Remigiusz Mróz "Kontratyp"

Książki Remigiusza Mroza to moje guilty pleasure. Niby mówię sobie: „Nie! Dość! Nie czytam więcej!”, po czym przy okazji premiery kolejnej jego powieści drepczę potulnie do księgarni, a później znikam na kilka godzin, pochłonięta lekturą… Nie inaczej było tym razem, choć odsuwałam od siebie tę perspektywę. W końcu nadeszła jednak ta chwila, a początek z „Kontratypem” nie był najciekawszy - rozważałam nawet, czy może jednak sobie nie darować… 
I całe szczęście, że tego nie zrobiłam!
„Kontratyp” jest ósmą powieścią z serii o Joannie Chyłce i Kordianie Oryńskim - dwójce warszawskich prawników, którzy mają nie lada talent do ładowania się w kłopoty. W tym wypadku jednak to kłopoty znajdują ich, co jednak nie jest równoznaczne z tym, że nasi prawnicy z własnej woli nie wpakują się w jeszcze większe…
Chyłka zostaje wmanipulowana w obronę Klary Kabelis, himalaistki, która została oskarżona o zamordowanie swoich dwóch kompanów, którzy towarzyszyli jej w wyprawie na Annapurnę - dziesiąty co do wy…

#36 Maciej Siembieda "444"

Nie jestem najlepiej wyedukowana z historii. Winę za to ponosi kiepska jakość podręczników do nauki, a także brak odpowiedniego dydaktyka. Historią zainteresowałam się dopiero gdzieś w okresie omawiania II Wojny Światowej, choć moja wiedza na ten temat jest również dość ograniczona. Dziś, jako dorosła osoba, bardzo nad tym ubolewam, ale niechęć do historii niestety pozostała i z reguły od powieści w jakimkolwiek stopniu związanych z historią trzymam się z daleka. 
Do lektury „444” skłoniła mnie jednak opinia kilku znanych mi bliżej osób na Instagramie, a także sam autor, z którym miałam przyjemność zamienić kilka słów na Warszawskich Targach Książki. Dziś ogromnie żałuję, że wtedy nie byłam bliżej zaznajomiona z jego twórczością czy działalnością reporterską - dużo bardziej bym doceniła uściśnięcie mu dłoni, a także lepiej wykorzystałabym tę okazję, niźli jedynie do uzyskania autografu i zrobienia sobie z Panem Maciejem zdjęcia.






Jeśli zaś chodzi o same „Czwórki”…
Autor zabiera nas w nie …

#35 JP Delaney "W żywe oczy"

Nie. Bardzo mi przykro, ale nie.
Nie jestem bardzo uważnym czytelnikiem. Często przegapiam drobne logiczne błędy. I bywa, że podobają mi się historie, które są kompletnie nierealne, choć są napisane tak, aby czytelnik miał w nie uwierzyć. Ale ja traktuję literaturę jako rozrywkę. Nie oczekuję stuprocentowego realizmu. Potrafię przymknąć oko na bohaterów, którzy niczym James Bond są w stanie przeżyć absolutnie wszystko. Okazuje się jednak, że nawet ja mam swój limit…
Nie oczekiwałam wiele. Chciałam po prostu przeczytać coś, co wciągnie mnie od pierwszej strony, a kartki będą przewracać się same. Liczyłam na lekką lekturę, która na dwa wieczory całkiem mnie pochłonie. Dokładnie tak, jak było z „Lokatorką”.
To, co otrzymałam w postaci „W żywe oczy” jest natomiast tak słabe, że po raz pierwszy od dawna postanowiłam nie marnować czasu na dalszą lekturę. Dlaczego? Och, lista jest długa…
Zacznijmy może od fabuły.  Kilka pierwszych stron faktycznie zapowiadało powieść odpowiadającą moim oczekiwani…