Przejdź do głównej zawartości

[Głośno myślę...] Jak zarabiać na Instagramie... na naiwnych.

Na początek wyznanie:

Jestem uzależniona od Instagrama. 

Spędzam w aplikacji kilka godzin dziennie, przeglądając obrazki - w większości ładniejsze niźli brzydsze, bo algorytm już się nauczył mniej więcej, co mi się podoba. Lubię to. Jestem estetką i oglądanie ładnych rzeczy sprawia mi po prostu przyjemność.

Ale nie, nie będę pisać o tym, że internety przejęły świat i że warto wyjść czasem „do ludzi”, bo każdy mądry człowiek wie, że rzeczywistość jest lepsza, niż wirtualne i pozowane układanki. A jak nie wie i wierzy w to, że u każdego w domu zawsze jest czysto, wszyscy są zawsze na najlepszych wakacjach życia, a pieniądze same wpadają do portfela, to powinien poszukać pomocy, bo - nie daj Bóg - wpadnie w kompleksy i odechce mu się żyć.

Czy warto kupić ebook o tym, jak prowadzić konto na Instagramie?


Ja właśnie między innymi o tych pieniądzach tu chciałam. I o tym, jak w dzisiejszych czasach łatwo zarobić górę hajsu na naiwnych, którym się wydaje, że jak przeczytają ebooka jakiejś Kasi, Dżesiki czy Andżeliny, to od razu też zostaną influencerkami, bo przecież w tych poradnikach jest przedstawione jakieś super „top secret” i one już, zaraz będą też trzaskać najlepsze zdjęcia, a marki będą się pchały drzwiami i oknami, byle by tylko ich zareklamować na profilu…

Wspomnianych ebooków powstało już wiele - do czynienia miałam głównie z tymi polskimi, zarówno z darmowymi, jak i tymi płatnymi. Jaka jest różnica między nimi? W głównej mierze te płatne mają lepszą szatę graficzną i zostały przygotowane z większą dbałością o ich estetykę. Ale przecież nie to jest najważniejsze, a to, jakie treści zawierają. I tutaj niestety muszę powiedzieć, że wszystko, co wyczytałam w wersjach płatnych, można znaleźć w odmętach internetu za darmo.  I wcale nie trzeba się specjalnie wysilać w przeczesywaniu wyników wyszukiwania w Google. 

Nikt nie ma „złotego środka” ani „tajnej metody” na to, jak prowadzić konto, żeby w ekspresowym tempie rosło i aby można było liczyć przynajmniej na to, że pojawią się współprace barterowe, nie wspominając już o tych płatnych. Moja osobista opinia jest taka, że żaden ebook ani żaden kurs nie zdziała cudów. Nie ma co liczyć na to, że płacąc mniejsze lub większe pieniądze zyskamy jakąś tajemną wiedzę, która ekspresowo wyprowadzi nas na szczyty Instagrama. Osoby, które sprzedają te rzeczy, zdążyły się wybić zanim Instagram zmienił algorytmy. 

Dzisiaj jest znacznie trudniej. I owszem, ktoś tam ostatnio się chwalił, że w ciągu ostatniego roku przybyło mu 50 tysięcy obserwujących, tyle że jeszcze kilka miesięcy temu wszyscy mieliśmy o niebo lepsze zasięgi… Ja sobie pluję w brodę, że nie ogarnęłam tego wszystkiego wcześniej, bo na dobrą sprawę pomysł na konto, jego prowadzenie i rodzaj oraz edycję zdjęć pojawił się u mnie jakiś pół roku temu. Wcześniej, owszem - bawiłam się w #bookstagram, ale nawet nie myślałam o tym, żeby robić to pół- albo i całkiem profesjonalnie. Wrzucałam zdjęcia książek, kota, selfie, selfie w windzie, samochodów, wycieczek… każde z inną edycją i miałam ogromny misz-masz. Dzisiaj moje konto wygląda zupełnie inaczej - poniżej pokazuję Wam różnicę na przestrzeni ostatnich trzech lat.

                        2017                              2018                              2019
Małgorzata Gogut


Jak prowadzić konto na Instagramie?


Nie mam pierdyliarda obserwatorów, nie połamałam zębów na rozwoju swojego konta, ale rośnie. 

Małgorzata Gogut
7 lipca 2019

Małgorzata Gogut
19 lipca 2019


W ostatnie niecałe dwa tygodnie przyrost wyniósł około 50 osób na tydzień, co uważam za przyzwoity wynik - nie mam nierealnych oczekiwań, że po przeczytaniu jakiegokolwiek ebooka moje konto nagle urośnie o 5 tysięcy w miesiąc…

Rośnie w różnym tempie - czasem szybciej, czasem wolniej, ale to, że rośnie nie jest zasługą wiedzy, którą zdobyłam odpłatnie. Jest zasługą wiedzy, która jest dostępna za darmo - wystarczy poszukać i zebrać informacje do kupy. Ale wiedza to jedno, a praktyka to drugie. I ta ostatnia niestety przekłada się na to, że dzisiaj trzeba po prostu poświęcić znacznie więcej czasu na ogarnięcie, co, jak i z czym. Zrobienie ładnego zdjęcia to dopiero początek, a już samo to zajmuje trochę czasu. Do tego postprodukcja (obróbka), opis, hasztagi, udostępnienie na stories… 

Każdy radzi sobie, jak może, a jak nie wiecie, od czego zacząć, poniżej zebrana z różnych źródeł (głównie darmowych), ale przede wszystkim zdobyta DOŚWIADCZENIEM pigułka najważniejszych zasad prowadzenia konta na Instagramie. Od razu uprzedzę „życzliwych”, że nic tu nie jest od nikogo przepisane ani ukradzione i - jak już napisałam wyżej, ale podkreślę nieco dobitniej - żaden płatny ebook, z którymi miałam do czynienia nie zawierał nic, czego nie można się nauczyć samemu albo na co odpowiedź można by poznać wpisując odpowiednie zapytanie do Google…

To co? Lecimy?

CEL PROFILU

Zastanów się nad tematyką profilu. Przyciągnij do siebie odbiorcę czymś więcej, niż tylko reklamami majonezu, zegarka i czekoladek. Jeśli nie masz pomysłu, zawsze możesz pójść w #lifestyle i tu trzasnąć zdjęcie książki, tam kota, gdzie indziej śniadania, innym razem wrzuć pocztówkę z wakacji czy zdjęcie swojego dziecka. 

Skąd czerpać inspiracje? Z innych profili. Obserwuj, eksploruj i... rób po swojemu. PAMIĘTAJ! Inspiruj się, ale nie kopiuj czyjejś pracy!

Ale też pamiętaj, że nie każdy pomysł jest super mega oryginalny i każdy ma prawo, po obejrzeniu miliona zdjęć na IG, wpaść samodzielnie na podobny pomysł do czegoś, co ktoś już kiedyś zrobił. 

Poza tym warto też pomysły… rysować. I to jest najlepsza rada, jaką znalazłam u osoby, która „profesjonalnie” doradza, jak prowadzić konto na Instagramie. Sama mam zeszyt pełen bohomazów (bo rysunkami tego nazwać nie można - talentu zdecydowanie nie mam…), które sobie rysuję, kiedy coś mi przyjdzie do głowy. Często zresztą podczas samego rysowania modyfikuję ten pierwotny pomysł, bo po przeniesieniu go na papier i zobaczeniu, jak nabiera fizycznie kształtów, okazuje się, że można go jeszcze ulepszyć. Nie każdy rezultat po zrobieniu zdjęcia jest spektakularny i skutkuje milionem polubień, ale koniec końców prowadzę to konto dla siebie i choć zależy mi na jego rozwoju, to przede wszystkim ja mam być z niego dumna (albo przynajmniej zadowolona).

SPÓJNOŚĆ


Zadbaj o spójność zdjęć. Czym jest spójność? Popatrz na popularne konta - wszystkie łączy właśnie spójność. Zdjęcia są w podobnej tematyce, ale też są tak samo edytowane, a więc maksymalnie zbliżone do siebie kolorystycznie - pasują do siebie i ładnie razem wyglądają. Pamiętaj, że nowa osoba, która wchodzi do Ciebie na profil, widzi przede wszystkim siatkę pierwszych 9 zdjęć. I to to pierwsze wrażenie zdecyduje o tym, czy kliknie „obserwuj”.

ZAANGAŻOWANIE 


Ale po tym, jak kliknie obserwuj, musi jeszcze z Tobą zostać na dłużej. Oczywiście, zdarza się i zdarzać się będzie, że liczba obserwujących będzie się wahać. Czasem przyjdzie do Ciebie jakiś bot, który za kilka dni wyłączy obserwowanie Twojego konta, czasem będzie to osoba, której zależy, by ją obserwować, a jak tego nie zrobisz, to wróci i Cię „odobserwuje”. Ale czasem (najczęściej) będzie to ktoś, komu faktycznie spodobał się Twój profil i Twoim zadaniem jest zatrzymanie tej osoby na dłużej. A więc po pierwsze kontynuowanie dodawania ładnych zdjęć. 

Ale to nie wszystko. 

Poza tym musisz jeszcze angażować tą swoją małą społeczność. Oni poza oglądaniem Twoich zdjęć muszą mieć jeszcze jakąś wartość dodaną. Pisz do nich, zadawaj pytania, wchodź w interakcje! Odpowiadaj na komentarze (tak, wszystkie), wdawaj się w dyskusje, a nawet przechodź na rozmowy prywatne. Instagram nie bez powodu jest w kategorii SOCIAL media - już dawno przestało tu chodzić wyłącznie o kwadratowe obrazki. Dzisiaj trzeba tu zbudować społeczność, która chce tu być i lubi Twoje wirtualne towarzystwo.

Jak przyciągać nowych obserwatorów? 

Przede wszystkim musisz się dać znaleźć, a na to jest pięć sposobów:
    • HASZTAGI
Dodając hasztagi pod zdjęciami, myśl o tym, w jaki sposób inni mają znaleźć Twoje zdjęcie. Nikt nie będzie szukał go po hasztagu #gieniaczytaksiazki a raczej #czytam albo #czytamksiazki albo #czytambolubie

Hasztagi to gruby temat, od nich zależy zasięg Twojego zdjęcia, ale obecnie prawdę mówiąc są dla mnie czarną magią. Był taki moment, kiedy moje zasięgi po hasztagach były już naprawdę dość imponujące, po czym od około trzech miesięcy mam okropne spadki. Ale nie tylko ja - duże konta, znacznie większe od mojego, również borykają się z tym problemem. Widać to po ilości polubień danego zdjęcia, która to często nie dochodzi nawet do 10% ilości osób obserwujących dane konto. I tutaj najbardziej kłuje w oczy wciskanie ludziom ciemnoty: „kup mojego ebooka, a Twoje konto zmieni się nie do poznania!”. 

Niestety żaden z tych samozwańczych profesjonalistów nie poruszył w ostatnich miesiącach tematu spadających zasięgów, a widać to gołym okiem na KAŻDYM dużym profilu. 

Co to oznacza? Oznacza, że ta „tajemna” wiedza przekazywana w tych produktach jest jednak nieco przeterminowana. Bo kto dzisiaj szuka informacji o tym, jak wybić się na Instagramie w 2018 roku? No właśnie.

Poza tym rok temu te konta na pewno miały mniej obserwatorów, niż obecnie, zatem tendencja w ilości polubień powinna być odwrotna. Na zasięgach zatem oberwało się wszystkim, Instagram nie oszczędził również tych największych kont. 
Ale wracając do tematu - to nie zmienia faktu, że hasztagów odpuścić nie można. Nawet jeśli wyjdą poza Twoich obserwujących i pokażą Twoje zdjęcie tylko pięciu nowym osobom, które jeszcze Twojego konta nie znają, to przecież wcale nie jest powiedziane, że któraś z tych pięciu osób nie zechce zostać u Ciebie na dłużej.

Instagram pozwala na umieszczenie 30 hasztagów pod zdjęciem. Krążą po necie różne bajki, że lepiej „chodzą” zdjęcia, które mają 5, 10, 13 hasztagów… ale to bzdura. Sprawdziłam na swoim koncie. Nie ma się co ograniczać i lepiej korzystać z maksymalnej liczby, czyli… maksymalizować szanse na to, że Twoje zdjęcie trafi do kogoś, komu się spodoba, kto przyjdzie na Twój profil i kliknie „obserwuj”.

Są też dwie szkoły, jeśli chodzi o umiejscowienie hasztagów. Jedni wrzucają je bezpośrednio w opisie zdjęcia, inni w sekundę po dodaniu zdjęcia lecą do komentarzy i wklejają wcześniej przygotowany zestaw tagów do komentarza. Nie znalazłam informacji, jakoby którakolwiek z tych opcji była „słuszniejsza”. Albo inaczej - nie znalazłam PRZEKONUJĄCYCH argumentów, dla których warto robić dodatkową robotę i hasztagi umieszczać w komentarzu. Owszem, może opis pod zdjęciem wygląda bardziej estetycznie - rzecz gustu. Jeśli jednak spróbujecie „przechytrzyć” algorytm, to uprzedzam, że nie dodacie kilku komentarzy z trzydziestoma różnymi hasztagami. Ale już na przykład jak ktoś zostawi Wam komentarz i Wy w odpowiedzi na ten komentarz dacie jakiś hasztag… to Wasze zdjęcie się pod tym hasztagiem pojawi. Sprawdziłam. 

Ważne jest również mieszanie języków - wykorzystaj zarówno globalne hasztagi (po angielsku), jak i te polskie, aby dotrzeć do ludzi, którzy będą rozumieli, o czym piszesz w poście. 

Przyznam, że z lenistwa kupiłam kiedyś jednego ebooka o hasztagach - jedynie po to, by dostać listę hasztagów związanych z tematyką, która mnie interesowała. Czy było warto? Nieszczególnie, bo nie jest niczym szczególnie trudnym zrobienie takiej listy samemu. Ale zajmuje to trochę czasu, a ja z natury jestem leniwa. Całe szczęście wybrałam najtańszy na rynku ebook, więc strasznie dużo pieniędzy nie zmarnowałam, ale jednak... 

Należy także pamiętać o tym, że istnieją hasztagi, które są zbanowane przez Instagram, a to oznacza, że kiedy ich użyjemy, nasze zdjęcie nie pojawi się pod żadnym z hasztagów, których pod nim użyjemy. Są to głównie hasztagi obraźliwe, o kontekście seksualnym, rasistowskie itp. Niektórych w ogóle nie wyszukamy (np. "sex"), a pod innymi będzie info, że dany hasztag został zgłoszony przez społeczność Instagrama, ponieważ prezentował treści niezgodne z regulaminem. Nie ma jednej pewnej listy zbanowanych hasztagów - trzeba sprawdzać.

    • WŁASNA PRACA
Co to oznacza? To oznacza, że nie wystarczy wrzucać ładnych zdjęć, odpisywać na komentarze i używać „dobrych” hasztagów. Trzeba też ruszyć zadek (palec) i powędrować odrobinę po innych kontach - nie tylko tych, które obserwujemy, ale też wejść w sekcję „eksploruj” i odwiedzać profile, których do tej pory nie znaliśmy. Niekoniecznie trzeba od razu dodawać wszystkich do obserwowanych, bo wtedy na naszej głównej tablicy zrobi się bałagan i będzie tyle kontentu, że nie nadążymy nad nowymi postami, ale warto zostawić komuś serduszko i komentarz. 

Dobrze wyjść trochę poza schemat i napisać coś innego, niż „ładne zdjęcie”. Przeczytaj, co ktoś napisał w swoim poście, spróbuj się odnieść do jego słów. Po sobie samej wiem, że chętniej mi się odpowiada ludziom, którzy faktycznie coś do mnie piszą, a nie tylko „awesome”, „great” i „nice”. I jest też większe prawdopodobieństwo, że jak napiszesz coś więcej, to zadziała zasada wzajemności i ta osoba przyjdzie również zerknąć na Twój profil - i tutaj kółko nam się zamyka, bo wracamy do spójności, tematyki i ciekawych, angażujących opisów. 

    • KONTA REPOSTUJĄCE
Jeśli robisz ładne zdjęcia, istnieje duże prawdopodobieństwo, że mogłoby ono zostać udostępnione przez tematyczne konta repostujące. Każde takie konto ma swoją, zwykle sporą liczbę obserwatorów. Wniosek? Udostępnienie Twojego zdjęcia = nowi goście na Twoim koncie. Od wyżej już wymienionych: spójności, tematyki, opisów, zależy, czy Ci nowi goście na Twoim profilu zostaną na dłużej, czy wyjdą z niego tak szybko, jak weszli…

Jak znaleźć konta repostujące? Patrz, jakie konta na zdjęciach oznaczają inni. Wejdź na takie konto, a później kliknij strzałkę, jak na grafice poniżej i przeglądaj, przeglądaj, przeglądaj… 


Każde konto repostujące ma swój hasztag, pod którym później szuka zdjęć do udostępniania. Można również po prostu oznaczyć takie konto na zdjęciu, jeśli zabrakło nam miejsca w hasztagach.

Poniżej kilka przykładów kont repostujących.

Ponadto warto oznaczać na zdjęciach firmy, których produkty pokazujesz. Nie dość, że poznają Cię osoby zajmujące się marketingiem danej marki, to często też udostępniają takie zdjęcia w swoich kanałach społecznościowych. I znowu - im więcej osób zobaczy Twoje zdjęcie, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś do Ciebie przyjdzie i zostanie.

    • INSTAWYZWANIA
Sporo kont o większych zasięgach (ale nie tylko) organizuje różnego rodzaju zabawy, podczas których można nie tylko rozwinąć kreatywność w zakresie robionych zdjęć, ale też przyciągnąć do siebie nowych obserwatorów. Nie dość, że nasze zdjęcia znajdą się na Instagramie pod określonym hasztagiem, gdzie będą nas mogli znaleźć inni uczestnicy danej zabawy, to często również organizator udostępnia na swoim stories wybrane przez siebie zdjęcia. Najpopularniejsze znane mi zabawy to:

#instawtorek od @kobiecafotoszkola
#różowaśroda od @inuinka
#prawdziwyczwartek od @mientablog
#flowerfriday od @wild.rocks
#createaflatlay od @juliawiszowata
#niedzielnypłaskoleż od @fotodokwadratu

Tym, którzy parają się bookstagramem polecam również moją akcję promowania starszych tytułów wydawniczych, które zrobiły na nas wrażenie. Dajemy starszym książkom drugie życie. Akcję znajdziecie pod hasztagiem #margotbookday. Zabawa odbywa się w poniedziałek lub środę - do wyboru, w razie gdyby ktoś brał udział w innych wyzwaniach kolidujących z terminem. 

Zachęcam do udziału - rozwiniecie kreatywność i zdobędziecie nowych obserwatorów. Pamiętajcie jednak, żeby również eksplorować zdjęcia pod danym hasztagiem i odwiedzać innych uczestników. 

Jest również akcja samego Instagrama - #WHP, czyli Weekend Hashtag Project, ale niestety od kilku tygodni IG jej nie prowadzi, w żadnych oficjalnych źródłach nie można znaleźć informacji, czy zabawa wróci. A zdecydowanie warto brać w niej udział, bo udostępnienie zdjęcia na profilu Instagrama może nam przynieść nawet kilka tysięcy obserwatorów…

    • PŁATNA PROMOCJA
Dostępna tylko dla kont firmowych - profil prywatny nie ma możliwości promowania postu.
Osobiście nieszczególnie mi się to sprawdziło, a promowałam posty kilkukrotnie. Jeśli nic nie sprzedajesz i ta inwestycja ma Ci się zwrócić tylko w postaci kilku dodatkowych obserwatorów, moim zdaniem lepiej jednak poświęcić dwadzieścia minut dziennie na sekcję „Eksploruj” i lajkowanie oraz komentowanie postów nieznanych Ci dotąd osób. Wiele z nich przyjdzie do Ciebie z ciekawości, kto zostawił im komentarz i jeśli spodoba im się Twoje konto - zostaną. Czyli wracamy do punktu wyjścia, czyli spójności i estetyki Twojego konta.

Co jeszcze jest ważne w prowadzeniu profilu na Instagramie? 


Godziny publikacji postów. Z moich obserwacji wynika, że największa aktywność na Instagramie (jeśli mówimy o Polsce, oczywiście) jest między 7 a 9 rano oraz 19-22 wieczorem. Oczywiście w okresie wakacyjnym czy w weekendy będzie to trochę mniejsza aktywność, ale zasada jest taka sama. Jeśli nie masz konta firmowego, które zawiera statystyki, kiedy Twoi obserwatorzy są najbardziej aktywni, pomyśl: jesteś osobą pracującą na etacie w godzinach od-do, masz dziecko / inne obowiązki - kiedy zatem zajmujesz się przeglądaniem Instagrama? Najczęściej z samego rana przed pracą (np. przy porannej kawie albo w drodze autobusem itp.) albo tuż po przyjściu do pracy, kiedy robisz kawę czy czekasz na uruchomienie komputera oraz wieczorem, kiedy już jesteś po kolacji, dzieci śpią, mąż ogląda telewizję… ;) Oczywiście jest to generalizacja, ale ogólnie tak to właśnie wygląda.


Czego nie robić na Instagramie?


NIE KUPUJ POLUBIEŃ ANI OBSERWATORÓW.
Serio. Nie.
Nadal nie.
Nie ma takiego argumentu, który by mnie przekonał, że warto.
To widać, naprawdę. 
Konto z bylejakimi zdjęciami, które ma 30 tysięcy obserwatorów, a pod każdym zdjęciem 200 polubień? OSZUST.
Konto z kilkoma tysiącami obserwatorów, które ma pod każdym zdjęciem kilka tysięcy polubień? Może się zdarzyć, ale w dzisiejszej instagramowej rzeczywistości jest mało prawdopodobne, żeby każde zdjęcie miało taki zasięg.

NIE KŁAM.
Nie pisz w postach o rzeczach, na których się nie znasz albo których na co dzień nie używasz, ale firma X przysłała. Jeśli przysłała - napisz prawdę. Że dostałaś/eś, że sprawdzasz, że dasz znać, czy działa i się sprawdza. 
Autentyczność, choć może się wydawać mało popularna, wbrew pozorom jest dla ludzi bardzo cenna. Jeśli ich oszukasz, nie zostaną u Ciebie. Proste.

NIE BĄDŹ PRETENSJONALNY/A I ZAROZUMIAŁY/A.
Nawet jeśli Twoje konto urośnie i będziesz mieć tysiące obserwatorów, pozostań autentyczny/a. Nie szydź z innych, mniejszych. Nie daj nikomu odczuć, że czujesz się lepszy/a. Nie przejawiaj postawy roszczeniowej. Nie, nic Ci się nie należy tylko dlatego, że masz dużo obserwatorów na Instagramie.

NIE UŻYWAJ CIĄGLE TYCH SAMYCH HASZTAGÓW.
Krótko: jak się nazywa kogoś, kto robi ciągle to samo i oczekuje innych rezultatów? :)
Poza tym algorytm IG może Cię odebrać jako bota i choćby Twoje zdjęcia były coraz piękniejsze, to zasięgi będą obcinane. Tak jest i trzeba to po prostu przyjąć.

NIE UŻYWAJ NAJWIĘKSZYCH HASZTAGÓW.
Jeśli pod danym hasztagiem jest kilka milionów postów i jest on bardzo popularny, to oznacza, że jak wrzucisz taki hasztag pod swoim zdjęciem, to on bardzo szybko zostanie „przykryty” innymi postami z tym oznaczeniem. Wybieraj mądrze, daj się znaleźć!
Osobiście nie używam hasztagów większych niż 1M. 
Info o ilości zdjęć pod hasztagiem znajdziesz tu:

Małgorzata Gogut


I na koniec najważniejsze.


NIE PODDAWAJ SIĘ. 
Jak już wspomniałam, prowadzenie konta na IG wymaga sporych nakładów czasu i pracy. A zwłaszcza wtedy, kiedy dążysz do tego, żeby poza poznawaniem nowych ludzi i czystą rozrywką, mieć z tego coś więcej, czyli nawiązać współprace z firmami. Jeśli nie pójdzie Ci raz czy drugi, wcale nie jest powiedziane, że za trzecim nie wyskoczysz z czymś, co się szeroko po instagramowych algorytmach rozejdzie. Może trafisz z hasztagami, może ktoś udostępni Twoje zdjęcie, a może po prostu przyjdzie do Ciebie sporo osób, u których sam/a byłeś/aś aktywny/a? Jedynym sposobem na rozwój konta jest… próbowanie, testowanie, sprawdzanie i nauka na własnych doświadczeniach oraz aktywność.

I żaden ebook ani kurs tego nie zastąpi.
A w każdym razie takie jest moje zdanie.
Ty oczywiście masz prawo mieć inne.

P.S. Na koniec mała niespodzianka dla leniuszków. Pod poniższym linkiem znajdziecie dokument zawierający wszystkie hasztagi, jakie zebrałam z samego Instagrama i jakich używam przy okazji różnych zdjęć. Nie te, które były dostępne u innych blogerów czy w płatnych ebookach. Oczywiście, mogą się one powtarzać, normalna sprawa, ale są zebrane doświadczeniem i przebywaniem na IG po kilka godzin dziennie. Czy działają? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Raz tak, raz nie. Ten sam hasztag jednego dnia przyniesie Ci pięć tysięcy wyświetleń, a innego pięćdziesiąt. Tak, jak nie ma jednej metody na sukces konta, tak nie ma jednego „złotego” zestawu hasztagów. Testuj.

Hasztagi podzielone są na kategorie: #flatlay, #stilllife, #bookstagram, #kwiaty, #kawa oraz # kont repostujących.


Pobierz tutaj ZESTAWY HASZTAGÓW

Mieszaj, baw się, sprawdzaj, ucz się. :)

Powtórzę raz jeszcze: nie było, nie ma i nie będzie jednego magicznego sposobu, dzięki któremu wybijemy się na Instagramie i w mgnieniu oka zdobędziemy dziesiątki tysięcy obserwatorów. Liczy się kreatywność, jakość zdjęcia i... praca, którą wkładamy w prowadzenie naszego konta. Żaden ebook ani kurs tego nie zastąpi. W większości płatnych ebooków znajdują się informacje, które same autorki umieściły wcześniej na swoich blogach czy profilach na Instagramie, a dzisiaj ta sama wiedza udostępniana jest odpłatnie z nadzieją na zarobek. I ten zarobek faktycznie się pojawia, bo ludzie mają nadzieję, że jak coś kupią, wydadzą na coś pieniądze, to automatycznie przełoży się to na rychły sukces. 

Zdaję sobie sprawę, że moja opinia jest mało popularna, a nawet jeśli inni mają podobne zdanie, to nie trafiłam jeszcze na głośno wypowiedzianą opinię zbliżoną do mojej. Postanowiłam zatem poruszyć ten temat. Rozumiem, że ludzie są leniwi, że im się nie chce i że łatwiej wydać kasę, niż samemu poszukać informacji, ale pomyślcie sobie, że za 200 zł (a u niektórych nawet drożej) możecie na przykład kupić lepsze/więcej rekwizyty do zdjęć albo kupić paliwo do auta, którym pojedziecie w jakieś klimatyczne miejsce, gdzie można zrobić piękne zdjęcia... Możliwości jest mnóstwo, a wydanie pieniędzy na kurs/ebooka, z którego dowiecie się tyle samo (a czasem nawet i mniej), niż z pierwszej strony wyników wyszukiwania, jest moim zdaniem po prostu bez sensu. Chyba że Wam nie szkoda tych pieniędzy. Wasze prawo.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie informację o nim.

Zapraszam również do obserwowania mojego konta na Instagramie, jeśli jeszcze tego nie robicie:


Małgorzata Gogut




P.S. 

Art. 29 Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych:


Przytaczanie rozpowszechnionych utworów w utworach stanowiących samoistną całość


Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Popularne posty z tego bloga

#78 Wojciech Chmielarz - Rana

Rok temu Wojciech Chmielarz popełnił „Żmijowisko”. Książkę nieco nieopatrznie określoną mianem thrillera, którym w rzeczywistości nie była. Powieść, którą można raczej sklasyfikować jako literaturę obyczajową z wątkiem kryminalnym. Choć książka niewątpliwie była sukcesem Chmielarza, wielu czytelnikom nie przypadła do gustu. Podejrzewam, że czytelnicy nastawieni na thriller mogli być po prostu rozczarowani, że owego thrillera nie otrzymali. W recenzjach można się natknąć na rożnego typu zarzuty wobec „Żmijowiska”, w tym na zbyt rozbudowane tło obyczajowe i bardzo dokładnie rozwiniętą psychologię bohaterów (sic!). Przyznaję, że mnie tym właśnie Chmielarz ujął, bowiem od literatury oczekuję czegoś więcej, niż „zabił, uciekł, złapali go”. „Żmijowisko” zmuszało do myślenia, do wczucia się w emocje bohaterów i zagłębienia się w skomplikowane relacje między nimi. Ale! Nie wszystkim każda książka musi się spodobać i jestem przekonana, że podobnie będzie z „Raną”. Jeśli więc nie podobało Wam s…

[Festiwal Kryminału Granda 2018] Moi idole nie są tacy, jak wasi idole.

Każdy z nas marzy o spotkaniu swojego idola. Kiedy byłam dzieciakiem, śniłam o spotkaniu swoich ulubionych autorów. Do dzisiaj ubolewam nad tym, że nigdy nie było mi dane spotkać Joanny Chmielewskiej, chociaż wiem, że byłam za młoda, żeby takie spotkanie niosło ze sobą coś więcej niż: „uwielbiam Pani książki!”. 
Dzisiaj mamy nieco inne czasy - zarówno pod względem sytuacji ekonomicznej, jak i transportu, a także kontaktu z pisarzami. Nie trzeba wysyłać listów do wydawnictwa, żeby coś powiedzieć ulubionemu autorowi. Dziś wystarczy włączyć Instagram czy Facebooka i wysłać wiadomość bezpośrednio do niego. I choć jest to już dużo, to nadal pozostaje pewien niedosyt. I zapewne dlatego właśnie ogromną popularnością cieszą się spotkania autorskie i wszelkiego rodzaju targi czy festiwale książkowe. Bo można być bliżej, zobaczyć człowieka ze zdjęcia z tylnej okładki na żywo, posłuchać go, a nawet zamienić z nim kilka słów. I choć na tego rodzaju zgromadzeniach zaopatrujemy się zwykle w ogromną …