9/15/2019

#84 Bonnie Kistler - Nasz dom płonie

Po co czytam książki? Otóż głównie po to, żeby poznać jakąś historię. Lista powodów jest oczywiście dłuższa, ale przede wszystkim chodzi o opowieść. A ta, jak wiadomo, składa się ze wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Coś jak wyjątkowo długa rozprawka. Ale to nie wszystko. W opowiadanej historii musi być jakiś cel. Ponieważ głównie czytam kryminały, pozwolę sobie posłużyć się takim właśnie przykładem. Czytam kryminał, żeby dowiedzieć się, kto zabił i z jakiego powodu. W powieściach obyczajowych ten cel jest mi nieco trudniej znaleźć i dlatego właśnie rzadko po nie sięgam. 


Bonnie Kistler - Nasz dom płonie


Po debiutancką powieść Bonnie Kistler, „Nasz dom płonie”, sięgnęłam zachęcona pozytywnymi opiniami. Zapowiadało się ciekawie, a ja liczyłam na dobry dramat. Punktem wyjścia jest wypadek samochodowy z udziałem pijanego nastolatka, Kipa i jego młodszej przyrodniej siostry, Chrissy. Wypadek, którego konsekwencje zostałyby zamiecione pod dywan, gdyby nie fakt, że… kilka dni później Chrissy umiera. Wieloosobowa patchworkowa rodzina musi poradzić sobie ze stratą, choć autorka skupiła się najbardziej na dorosłych bohaterach: matce dziewczynki oraz na jej ojczymie. 

I tutaj zatrzymajmy się na moment, by oddać autorce sprawiedliwość i docenić to, co jej się doskonale udało. Z rozdziałów tej książki wyziera bolesna prawda o tym, że ludzie, nawet bardzo sobie bliscy, nie potrafią ze sobą rozmawiać. Że strach przed konsekwencjami tego, co mają do powiedzenia, a także (a może przede wszystkim) błędne schematy i założenia, jakie powstają w ich głowach, sprawiają, że wolą nie powiedzieć nic, niż powiedzieć to, co naprawdę myślą i czują. Autorce udało się bezbłędnie oddać tok myślenia osoby, która chciałaby coś zrobić, ale na samą myśl o tym, przed jej oczami staje multum możliwości reakcji drugiej strony, gdzie żadna z nich nie jest pozytywna, a każda dodatkowo wywołuje lawinę kolejnych negatywnych zdarzeń.

Pomieszanie z poplątaniem


Niestety na tym plusy się kończą. Odnoszę wrażenie, że Kistler trochę się zapędziła i sama nie do końca wiedziała, w jakim gatunku literackim chce tworzyć. Znajdziemy tu bowiem wspomniany obyczaj, ale i kryminał, a nawet wątki sensacyjne i wręcz szpiegowskie. I o ile rzadko narzekam na łączenie gatunków, o tyle tutaj niektóre wątki zupełnie do siebie nie pasowały. Nie wspominając o tym, że jeden z nich (i to taki, który zaintrygował mnie znacznie bardziej, niż wątek główny, którym było radzenie sobie ze śmiercią dziecka) moim zdaniem nie został prawidłowo zakończony, a zaledwie „zawieszony”. 

Czyta się tę powieść przyjemnie, nie powiem, że nie. Jednak podczas lektury cały czas towarzyszyło mi pytanie: po co? I nie wiem, nie mam pojęcia, jaki był cel tej powieści i co autorka chciała nią przekazać. A szkoda, bo z kart tej książki można wyciągnąć pomysły na co najmniej dwie oddzielne fabuły, które przy odpowiednim dopracowaniu mogłyby dać znacznie lepszy efekt. „Nasz dom płonie” pozostawia czytelnika z niczym - prawdę mówiąc ciężko było mi nawet tę recenzję napisać, bo lektura tej książki nie zmusiła mnie do żadnej refleksji.

Moja ocena: 👍👍/5

Tytuł: Nasz dom płonie
Autor: Bonie Kistler
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 480
Data wydania: 17 lipca 2019


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu:


1 komentarz:

  1. Powieści obyczajowe też mają cel - opowiadają przede wszystkim o ludziach, ich problemach i relacjach, zjawiskach społecznych i aspektach psychologicznych. Trafiają głównie do osób, które również koncentrują się w życiu na takich aspektach. Jestem psychologiem i zawsze najbardziej interesuje mnie drugi człowiek i takie książki znajdują się w strefie moich zainteresowań. Uważam, że nie można pomniejszać znaczenia literatury obyczajowej względem np. kryminałów. Każdy z gatunków może zaoferować nam coś innego.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 la reine margot , Blogger