5/13/2020

#115 Małgorzata Oliwia Sobczak - Czerwień

Nie mam ostatnio do kryminałów ani szczęścia ani cierpliwości. W zapowiedziach wydawniczych musi się pojawić bardzo znane nazwisko, żebym w ogóle przeczytała opis, choć nawet to nie gwarantuje, że będę chciała przeczytać jakikolwiek kryminał. W moje ręce w ostatnim czasie trafiło zbyt wiele miałkich, przewidywalnych i - co tu dużo mówić - kiepsko napisanych książek z tego gatunku. Po „Czerwień” również miałam nie sięgać, bo po prostu ostatnio bardziej się lubię z literaturą piękną czy obyczajowo-historyczną. Sięgnęłam jednak i wciągnęłam ją dosłownie w jeden dzień. Finalnie uczucia jednak mam mieszane.


Małgorzata Oliwia Sobczak - Czerwień


Lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Nastoletnia Monika Bogucka, córka sędzi i prawnika, wpada w nieodpowiednie towarzystwo. Bynajmniej mowa tu nie o znanych nam wszystkim „blokersach” i tym podobnych typkach spod ciemnej gwiazdy, a o członkach pomorskiej mafii… Dziewczyna początkowo świetnie się bawi, a niebezpieczne towarzystwo bardzo ją ekscytuje. Do czasu…

Rok 2013. Prokurator Leopold Bilski prowadzi sprawę morderstwa młodej kobiety, której ciało wypłynęło przy jednej z sopockich plaż. Kobieta została pozbawiona ust, a sekcja zwłok wykazała, że nie utopiła się ona w słonej wodzie. Nowa sprawa zdaje się wiązać bezpośrednio z nierozwiązanym zabójstwem sprzed siedemnastu lat.

Mafia i spragniona atencji nastolatka


Wciągnęłam się w tę historię od pierwszych stron. Sobczak bardzo zgrabnie lawiruje pomiędzy latami dziewięćdziesiątymi a współczesnością, dając czytelnikowi szeroki obraz rzeczywistości każdego z bohaterów. Choć w przypadku prokuratora początkowo skupia się głównie na jego czynnościach służbowych, dopiero w dalszej części książki wchodząc głębiej w jego życie prywatne, to autorce udało się zasiać we mnie ziarno sympatii do Leopolda Bilskiego. 

Najważniejsze części opowieści dotyczą jednak dwóch kobiet: Heleny Boguckiej - profesjonalnej pani sędzi, której życie zawodowe rekompensuje porażki w tym prywatnym, oraz jej córki - Moniki. 

Jednak to ta ostatnia stanowi najważniejszy punkt „Czerwieni”, wokół którego kręci się cała akcja. Zakompleksiona nastolatka, która próbuje udowodnić wszystkim (a przede wszystkim sobie samej), że jest rozrywkowa, żądna przygód i… pożądana. Jak to jednak bywa w młodzieńczych latach, dziewczyna cechuje się jednak olbrzymim poziomem naiwności (lub ignorancji…), który sprawia, że pakuje się w niemałe kłopoty. Nie pomaga jej w tym wyjątkowa uroda, która sprawia, że zwraca na siebie uwagę ludzi, którzy zajmują wysokie pozycje w gangsterskiej hierarchii…

Lata dziewięćdziesiąte były złotym czasem dla mafii, a Sobczak udało się tę rzeczywistość oddać na kartach powieści. Każdy element przestępczego półświatka został bardzo wiarygodnie oddany, a zestawiony z urodą i pewnego rodzaju niewinnością nastoletniej dziewczyny daje piękny kontrast, który stanowił dla mnie najciekawszą część tej powieści. Każdej kolejnej retrospekcji wyczekiwałam jak na szpilkach.

A miało być tak pięknie…


Chciałam przymknąć oko na nieco sztywne dialogi, z których wszelkie „hmmm” i „yhmm” moim zdaniem powinny zostać usunięte. Bardziej jednak od tych zbędnych literek drażniło mnie w dialogach zbyt wyszukane słownictwo. Dla przykładu: jaki młody człowiek, który zostaje oskarżony o morderstwo, siedząc w pokoju przesłuchań cały w nerwach, użyje określenia: „robiła mi awanse”? 

Na to jednak też można machnąć ręką, bo „Czerwień” czyta się naprawdę bardzo dobrze. Mówię to ja - osoba, która od kryminałów wymaga naprawdę bardzo, bardzo dużo. Sobczak udało się wciągnąć mnie w swoją historię do tego stopnia, że nie mogłam się oderwać do trzeciej w nocy. Całe szczęście jednak samą końcówkę zostawiłam sobie na kolejny dzień, bo gdybym doczytała ją o czwartej nad ranem, to ta recenzja miałaby znacznie gorszy wydźwięk…

Niewiele jest w kryminałach rzeczy, które mnie drażnią bardziej, niż morderca, który trzyma w swoich rękach kolejną ofiarę i spowiada się jej niczym w konfesjonale: kiedy, z kim, dlaczego, w jaki sposób… To taki patent wyrwany żywcem z filmów z Bondem. Wiecie: Zły Typ trzyma na muszce Bohatera i przez pięć minut klepie ozorem wyjawiając wszystkie swoje tajemnice i motywacje, dając jednocześnie Bohaterowi szansę na wyjście z opresji, zamiast po prostu go zabić i uciec… I o ile w filmach z agentem 007 mogę to przeboleć, o tyle w literaturze jest to dla mnie zabieg nie do przyjęcia… 

Gdyby nie ta banalna końcówka, powiedziałabym, że „Czerwień” jest w miarę przyzwoitą lekturą. Która choć jest nieco przewidywalna i ma kilka potknięć, to jest ciekawą historią, która naprawdę wciąga. Zakończenie psuje jednak cały efekt. Nie na tyle, bym nie sięgnęła po kolejną książkę autorki, ale na tyle, bym nie chciała tego zrobić od razu po przeczytaniu ostatniej strony pierwszej…


Miało być tak pięknie… A wyszło przeciętnie.

Tytuł: Czerwień
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 4 września 2019

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu:


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 la reine margot , Blogger